• Oaza

  • Oaza

  • Oaza

  • Oaza

Copyright 2020 - Informacja

"...warto się przeciwstawiać, być odmiennym, nawet, jeśli to dużo kosztuje."

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Odkąd pamiętam, bałam się pijanych osób i bardzo nie lubiłam widoku ludzi pod wpływem alkoholu. Ja sama używałam z alkoholu z dużym umiarem w sytuacjach tzw. towarzyskich, kiedy to wypijałam jeden lub dwa kieliszki wina, likieru czy koniaku i przyznam, że bardzo lubiłam ten smak.

Nadszedł jednak taki okres mojego życia, kiedy bardzo dużo wycierpiałam z powodu alkoholizmu bliskiej mi /wówczas/ osoby. Moje cierpienie uwrażliwiło mnie - zaczęłam się wówczas rozglądać uważniej wokół siebie, w ręce jakby same wpadały mi książki, artykuły w czasopismach, listy w gazetach dotyczące upokorzeń, bólu, rozpaczy, cierpiących dzieci, małżonków dotkniętych chorobą alkoholową bliskiego członka rodziny. Stopniowo uzmysławiam sobie jak wielki jest to problem, jak wiele osób dotyka.

W tamtym okresie nie znałam idei Krucjaty, ale sama sobie wówczas wymyśliłam, że nie będę piła alkoholu, że wyrzeknę się przyjemności tego smaku w intencji osób uzależnionych oraz tych, którzy z tego powodu cierpią. Byłam przekonana, ze ta ofiara, w jakiś sposób komuś pomoże.

Jakiś czas później, podjęłam studia podyplomowe. Na jednym z pierwszych wykładów dotarła do mnie kartka z następującą informacją: „zawiązuje się komitet alkoholizacyjny, proszę się zapisywać i wpłacić tyle a tyle swojego udziału”. Autorem pomysłu był przystojny mężczyzna o ujmującej osobowości, tzw. „dusza towarzystwa”. Zadrżałam… Zobaczyłam oczyma wyobraźni, co mnie czeka: dwa lata spotkań, co sześć tygodni na cały tydzień. Ważne więc, żeby się zintegrować. Pomyślałam, jeśli się nie wpiszę, będę wykreślona z grupy. Walczyła we mnie chęć przynależności do grupy, chęć akceptacji a z drugiej strony pragnienie wierności swojemu zobowiązaniu. Byłam już osobą dorosłą, ale wówczas przyszła do mnie refleksja jak trudno osobom młodym, u których silne jest pragnienie akceptacji i przynależności do grupy, przeciwstawić się, jeśli taka grupa nakłania do złych czynów.

W końcu, po wielu rozterkach, nie wpisałam się na listę. I oczywiście od razu zostałam osamotniona.

Grupa spotykała się po zajęciach, aby się przy alkoholu „integrować”, a ja szłam sama do teatru, na spacer, czytałam albo się uczyłam. Rano wszyscy wsiadali do autobusu, niektórzy niewyspani, z zapuchniętymi oczami – a ja szłam samotnie spacerem przez cały Park Łazienkowski w Warszawie aż na uczelnię. Co więcej, przy każdej możliwej okazji w moim kierunku kierowane były ironiczne, uszczypliwe uwagi. I chociaż byłam zadowolona ze swojej decyzji – to jednak czułam się bardzo wyobcowana i było mi przykro, bo zawsze w życiu najważniejsze były dla mnie bliskie i serdeczne relacje z ludźmi.

 O dziwo, po jakimś czasie jedna osoba dołączyła do mnie, po jakimś czasie dwie. W końcu prawie wszyscy zaczęli chodzić ze mną w wolnych chwilach do teatru, na koncerty - a rano wędrowali ze mną spacerem na uczelnię. A inicjator „alkoholowej integracji” przestał się pojawiać na zjazdach. Okazało się, że z zebranych pieniędzy, on się upijał a pozostali patrzyli jak się dobrze bawi. Liczyli zapewne na kulturalne spotkania towarzyskie z alkoholem wypijanym w umiarkowanej ilości.

Osoby z mojej grupy studyjnej okazały się sympatyczne i wartościowe, ale też zależało im na integracji, przynależności, akceptacji. Niektórzy mówili: „ja też nie lubię spotkań przy alkoholu, ale niełatwo jest się wyłamywać, dobrze, ze miałaś odwagę być inna”.

To doświadczenie pokazało mi, że warto się przeciwstawiać, być odmiennym, nawet, jeśli to dużo kosztuje.

Kiedy już zetknęłam się z ideą Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, byłam zachwycona, że istnieje taka inicjatywa. Podpisałam deklarację członkowską w intencji bliskiej mi osoby, która wówczas, patrząc po ludzku – była na dnie i wydawało się, że nic nie jest w stanie jej uratować. Teraz ta osoba żyje trzeźwo, działa w klubie AA, skończyła studia, pracuje i jest blisko kościoła.

W naszym domu od dawna nie pije się alkoholu, nie częstujemy alkoholem, nie kupujemy alkoholu, nie dajemy nikomu w prezencie. Mamy sporo przyjaciół, którzy lubią bawić się na trzeźwo i czas z nimi jest naszym ulubionym rodzajem spotkań towarzyskich, gdzie można ciekawie porozmawiać, podzielić się sobą, gdzie jest dużo humoru, śmiechu i radości.

Podsumowując, chciałabym powiedzieć, że czasem słyszę jak ktoś mówi, że sam nie ma problemu z alkoholem, albo nawet nie pije, więc po co ma podpisywać jakiś papierek. Właśnie wówczas trzeba podpisać. Bo ta deklaracja jest ważna przed Bogiem. Pan Bóg wtedy może działać!

Powiedziałam kiedyś to samo pewnemu młodemu mężczyźnie, który nie znał smaku alkoholu, ale nie widział potrzeby podpisywania deklaracji, – mimo, że jego ojciec był alkoholikiem. W końcu podpisał, a jego ojciec w krótkim czasie przestał pić.

Warto przystąpić do KWC, aby komuś pomóc, aby kogoś ocalić a może nawet uratować mu życie.

Jagoda Gajewy

f t g m